poniedziałek, 5 września 2016

Tatry: Jaskinia Mroźna, Smocza Jama i Smreczyński Staw

Jaskinia Mroźna w Dolinie Kościeliskiej

Z pogodą w górach tak to już jest, nie zawsze pozwala wyprawić się gdzieś dalej (czyt. wyżej). Na szczęście deszczowy dzień i w Tatrach, i w samym Zakopanem można spędzić na wiele sposobów. Jednym z nich jest wycieczka do Doliny Kościeliskiej i plan odwiedzenia tamtejszych jaskiń.

Do Kir z Zakopanego przywiózł nas bus. No dobrze, jego kierowca... Koszt: 5 PLN. Na jakieś 20 minut wkroczyliśmy na szlak zielony. Po upływie tego czasu odbiliśmy w lewo, na szlak czarny. Kilkanaście (kilkadziesiąt?) skalnych stopni zaprowadziło nas do wejścia do Jaskini Mroźnej. Wstęp jest płatny. Zwiedza się indywidualnie. Trasa jest jednokierunkowa. A jaskinia - oświetlona. Ot co.


Do tej pory byłam w kilku jaskiniach Alp Szwabskich i jaskiniach Jury Krakowsko-Częstochowskiej (wiem, mało, biję się w pierś). Ta jest od nich inna. Bardzo ciasna, kręta, wielokrotnie zmienia swój poziom. Właściwie nie ma głównej komory, a tunel, którym biegnie, trudno nazwać korytarzem. Ciekawe doświadczenie.

Jaskinia Mroźna w Dolinie Kościeliskiej

Przejście jaskini zajmuje trochę czasu. Gdy z niej wyszliśmy, rozpadało się już, że hej! Tzn. tak, że nie było nawet sensu czekać, aż przestanie. Zeszliśmy czarnym szlakiem w dół i znowu znaleźliśmy się na zielonym. Tyle, że jakieś 10 minut drogi dalej.

W lewo, zaraz za Pisaną Polaną, odbija szlak żółty. Przez Wąwóz Kraków prowadzi on do Smoczej Jamy. Nasza mapa skłamała, ruch na pewnym odcinku odbywa się tylko jednokierunkowo. Sprawa wygląda mniej więcej tak: spaceruje się wąwozem; z obu stron skałki (ktoś skojarzył je z ciasną, strzelistą zabudową krakowskich uliczek); i bach! Drabina do nieba. Trzeba zdecydować. Albo w górę, bez odwrotu. Albo zapomnij o Smoczej Jamie.



Wąwóz Kraków w Dolinie Kościeliskiej


Nie pękam. Mówię:

- Weź skocz na górę, zobacz, czy dam radę.

No co? Odważnie.
Po chwili słyszę głos z góry:

- Są łańcuchy, ale spokojnie, powinnaś ogarnąć.

Skoro powinnam, no to gramolę się po tej drabinie. Mokrej i zimnej... brr! Chwytam za łańcuch. Pnę się w górę. Chwila... Noga mi ucieka. Ślisko tu. Rozjeżdżam się! Lecę na pysk. No dobrze, niby tylko na kolana. Ale i tak nieprzyjemnie. Do licha! Niech przestanie padać! I ten płaszcz z Decathlonu. Weź się nie przewróć, w plastikowym worze. Dynda wszędzie. Słabo.

- Nie, przepraszam, ja schodzę.
- Kiepska pogoda.
- No. Schodzę, zanim ktoś zablokuje mi zejście.


I masz. Nadchodzą z wąwozu. Ci, no - świadkowie mojej porażki. Pisali, że poziom trudności prawie żaden. A ta zawraca na jednokierunkowym...

Udało mi się zejść, zanim podeszli do drabiny. Para w naszym wieku. Niby się nie dziwią, w końcu ślisko. Posyła go na zwiady. I on mówi, że spokojnie, powinna dać radę. Skąd ja to znam. Widzę wahanie w jej oczach. Bynajmniej nie garnie się do drabiny.

I na to... z wąwozu biegnie dziewczynka. Na oko - podstawówka. Z rodzicami i dziadkiem. Na widok drabiny „mama” deklaruje chęć odpoczynku. Poczeka na nich w schronisku. Już zniknęła gdzieś w wąwozie. A mała sru! Mija mnie. Mija towarzyszkę moich rozterek. I już jest przy łańcuchach. Co!?

No przecież! Skoro ona da radę! Siedmioosobową grupką wspinamy się do Smoczej Jamy. Yyy... Łatwizna!

W jamie ciemno. Jedna latarka czołowa na nas wszystkich. Dziadkowa. Przeprawa łańcuchami. Nie zawsze jest, o co zaprzeć stopę. W sumie – częściej nie ma, niż jest. A mała śmiga! Jak pająk! Na szczęście ciemno, nie widać, że tu i ówdzie podeprę się kolanem. Tudzież tyłkiem.

Jaskinia jest malutka. Więc i przejście krótkie. A jaka euforia po wyjściu! Wszyscy po smartphona. Każdy dokumentuje swój sukces. Tylko mała niewzruszona. Uśmiechnięta, ale – bez przesady.

Powrót na szlak zielony. Spacer do schroniska Ornak. Pieczątka. Bułka z serem z plecaka. Rzut oka na zachmurzone góry.


Schronisko Ornak


20 minut drogi stąd leży Smreczyński Staw. Wystarczy cofnąć się do skałek tuż przed schroniskiem i skręcić w prawo (szlak czarny). Piękne miejsce. Można przycupnąć na ławeczce. Zebrać myśli. Czasu nie ma zbyt dużo. Zbieram je więc czym prędzej. Nadchodzą. Szkolna wycieczka. Ech. Powrót szlakiem zielonym.

Smreczyński Staw

Smreczyński Staw

Widok znad stawu

Dolina Kościeliska (szlak zielony)

Dolina Kościeliska (szlak zielony)

6 komentarzy:

  1. Jeden z ciekawszych tatrzańskich zakątków, stosunkowo mało oblegany, bo nie ma szczytów którymi można się pochwalić.
    Ta drabina już dawno powinna być lepiej zabezpieczona bo potłuczenia zdarzają się tam często.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mimo niepogody i tak spotkaliśmy tam sporo turystów. Na szczęście - choć Wąwóz Kraków i Smocza Jama były wolne od szkolnych wycieczek. I żeby była jasność - cieszę się, że nauczyciele zarażają uczniów miłością do gór. I innych pięknych miejsc. Drażni mnie tylko, że nie zawsze udaje im się ich zdyscyplinować.

      Usuń
    2. Zdyscyplinowanie dzieci to mission impossible!
      Piszę to jako wielokrotny przewodnik szkolnych wycieczek - jedyne rozwiązanie to prowadzić je w tereny gdzie nie stworzą zagrożenia dla siebie i innych ;)

      Usuń
  2. Byłam kilka dni temu nad Smreczyńskim stawem. Ładne miejsce, ale widzę że latem prezentuje się bardziej atrakcyjnie niż teraz, kiedy było trochę śniegu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wyobraznia mi podpowiada, ze nie powinnam sie z Toba zgodzic :)

      Usuń
  3. Może kogoś z was zainteresuje artykuł który jest na stronie internetowej https://climb.pl/jaskinia-mrozna-tatrzanska-przygoda/ . Moim zdaniem każdy z was powinien go przeczytać.

    OdpowiedzUsuń